Kliknij w baner i dowiedz się więcej

Reklama
Gazetka
Na orbicie serc PDF Drukuj Email
Oj, Święty Walenty, przez Ciebie każdy jest miłością dotknięty!  No cóż -taka kolej rzeczy, już od małego przeżywamy nasze pierwsze sympatie, zauroczenia, zakochania. W przedszkolu czy podstawówce wysyłaliśmy sobie niedopracowane, ale za to własnoręcznie zrobione walentynki.  Hmm... Jednak nie każdy toleruje to święto. Dlaczego tak się dzieje?  Być może dlatego, że stało się ono bardzo komercyjne i przesłodzone. Być może dlatego, że powinniśmy nie tylko od święta mówić sobie „Kocham Cię”. A być może dlatego, że niektórzy muszą je spędzić sami.   W naszej szkole nikt nie czuł się tego dnia samotny. Utalentowani uczniowie przygotowali dla nas ciekawy repertuar piosenek, zarówno o szczęśliwej, jak i nieszczęśliwej miłości. Wszystko  rozkręcało się pod czujnym okiem pani Selwesiuk. Julita Omieliańczuk, Kamila Bobrzycka i Asia Cudowska oraz pokierowane przez nie grupy taneczne zaprezentowały nam długo przygotowywane, ale jakże wspaniałe, układy taneczne. Podczas utworu wykonanego przez niesamowite trio- Ewę Grabek, Sylwię Nikołajuk i Elę Zajko widzowie siedzieli jak zaczarowani. Uwiedli nas także Michał Grudziński Plata w duecie z Izabellą Bielecką, którzy w magiczny sposób zaśpiewali piosenkę „Na orbicie serc”.  Jednak miłość każdego zmienia w kogoś szalonego, nieobliczalnego, kogoś, kto zrobi wszystko, by móc znaleźć się przy swym wybranku serca. Udowodniła nam to Weronika Paszko, która wraz ze swoim gitarzystą- Kubą Wnorowskim- wykonała świetny utwór w rockowych klimatach. Nie zapominajmy również o tym, że nie tylko dziewczyny potrafią wyrażać swoje uczucia. Chłopcy, i ci duzi, i ci mali, choć bardziej skryci i nieśmiali, w głębi serduszka  mają przegródkę z napisem „miłość”.  Niejedna dziewczyna miała łezkę w oku, kiedy zaprezentował się Kuba Kalinowski w smutnej balladzie o niespełnionym uczuciu. Nie każda jednak kobieta lubi smęty i wywody, niektóre po prostu kochają chłopaków z gitarą. Ale jak tu ich nie kochać, kiedy, jak Kuba Sadowski, mają  świetny głos i potrafią swoim występem wprowadzić w zachwyt.  Koncert Walentynkowy zakończyła krótka anegdotka, oczywiście o miłości. Uczuciu niezwykle wielkim i silnym, tajemniczym, a zarazem  prostym, dającym szczęście i łzy, mieszczącym w sobie niezmierzoną ilość paradoksów, ale za to pięknym, którego chciałby doświadczyć każdy z nas. A więc nie marudźmy, polubmy dzień Świętego Walentego i sprawmy, by uczucia, które nami wtedy targają , otaczały nas i naszych najbliższych na co dzień. Uczyńmy codzienność lepszą, weselszą i wypełnioną po brzegi miłością.

Magdalena Choińska 3d

 
Sala samobójców 2 PDF Drukuj Email
Sala samobójców" -  reżyseria i scenariusz Jan Komasa , Polska 2011
Niedawno byłem w kinie i oglądałem nowość  - " Salę samobójców " . Myślałem , że to kolejna , nieciekawa opowieść z wesołym zakończeniem. Myliłem się jednak .
Głównym bohaterem jest Dominik , uczeń prywatnego liceum. Ma  zamożnych rodziców, przyjaciół, chyba jest szczęśliwy. Jednak po studniówce i dość niefortunnym zdarzeniu wszystko się zmieniło . Za sprawą wpisów na jednym z portali społecznościowych  załamał się i stracił wiarę w siebie . Przez Internet poznał dziewczynę , Sylwię . Ta odizolowała się od całego świata i tylko czekała na odpowiedni moment, żeby się zabić - jak się okazało później, tak siebie tylko kreowała. W podobny stan wciągnęła Dominika  Jego rodzice na początku nie zauważyli problemu . Kiedy przejrzeli na oczy, było za późno . Ich syn  próbował popełnić samobójstwo, lecz w porę trafił do odpowiednich ludzi . Za drugim razem się nie udało .
Dominik uzależnił się od wirtualnej rzeczywistości . Nie widział nic poza "Salą samobójców ".  Sylwia chciała umrzeć i wykorzystać swą znajomość, aby zdobyć lek , który zamierzała przedawkować . Przed spotkaniem Dominik próbował pozbyć się tabletek , lecz nie okazał się na tyle silny . Przedawkował i zmarł . Po tym zdarzeniu Sylwia zrozumiała, co zrobiła i bardzo tego żałowała .
Bardzo podobał mi się ten film , ponieważ dotyczył  poważnego problemu – jak znajomości zawarte przez Internet mogą wpłynąć na psychikę młodych ludzi, a także tego, do czego mogą doprowadzić krzywdzące, szkalujące, często bezpodstawne, bezmyślnie zamieszczane wpisy i komentarze w portalach społecznościowych.
 Również efekty w " wirtualnej rzeczywistości " są godne uwagi .
Ten film porusza i pokazuje, jak niewiele trzeba , by zniszczyć człowieka . Polecam go
i zachęcam do odwiedzenia kina.
Mikołaj Wojciuk kl. I B      
 
Sala samobójców PDF Drukuj Email
    O filmie Sala Samobójców  było głośno jeszcze długo przed jego premierą. To dzieło młodego reżysera, jego debiut na kinowym ekranie. Gdy  nasza  wychowawczyni zadała pytanie, na co chcemy iść do kina, w klasiei zapanował harmider. Wszyscy się przekrzykiwali i tylko nieliczni wykrzykiwali: „Sala Samobójców ! Sala Samobójców!”. Po chwili zastanowienia  nasza pani przystała na ten pomysł. Oczywiście, nie cała klasa cieszyła się z tego powodu, ale  premiera roku miała dawać dużo do myślenia i przede wszystkim czegoś  nauczyć.
   Gdy już nadszedł dzień wyjścia,  cieszyliśmy się wszyscy. Niektórzy z tego powodu, że zobaczą  film; inni, że nie muszą iść na lekcje. Ja byłam w tej pierwszej grupie.
   O godzinie 10.30 światła w kinie zgasły i rozpoczął się seans. Od samego początku film nie był łatwy, dawał wiele do myślenia. Moja klasa troszkę mnie zawiodła  i myślę, że nie tylko mnie, gdyż czasem zdarzały się  głośne, niestety rozpraszające i dla niektórych zabawne, komentarze. Mimo wszystko ja starałam się odebrać historię Dominika- głównego bohatera- w taki sposób, w jaki chciał nam ją przekazać twórca produkcji. Nie było to łatwe, ale ja bardzo często wczuwam się w postacie grane przez aktorów. Dominik wydawał mi się nie tylko przystojny, ale też budzący mieszane uczucia, co przyciągało moją uwagę. Był kontrowersyjny - zbyt dużo czasu spędzał  w Internecie. Stawał się arogancki, przeżywał nietypowy bunt nastolatka. Lądując w Sali Samobójców, do której zaprowadziła go jego wirtualna pierwsza miłość, nie wiedział, w jak poważne kłopoty się pakuje.
Od tamtej pory wszystko stawało się coraz bardziej skomplikowane, a on -coraz bardziej zbuntowany i zamknięty w sobie. Nie chciał już widzieć i znać innego świata poza wirtualnym.
Niestety, film miał  tragiczne zakończenie, na którym, przyznam się, uroniłam niejedną łzę. Szkoda było mi tego wspaniałego chłopaka oraz jego najbliższych, którzy dopiero po jego odejściu zorientowali się, jak wielką krzywdę mu wyrządzili.
    Film dawał dużo do myślenia, choć uważam, że gdybym poszła na seans sama, byłabym chyba bardziej zadowolona. Nie jest  łatwy - ma przesłanie i udowadnia, ze Internet może nieść ze sobą nie tylko przyjemności, ale i zagrożenia.
Mimo wszystko cieszę się, że wyjście z moją klasą się udało i że poszliśmy akurat na ten film.
  Magda IId
 
Recenzja „Jak zostać królem” PDF Drukuj Email
Klasy 1b i 2e wybrały się do kina na „Jak zostać królem”, podczas gdy w naszej szkole odbywał się konkurs biologiczny.
    Nie wiem, co na to moja klasa, ale mi bardzo spodobał się film „Jak zostać królem”. Mimo że nie iskrzył się od zwrotów akcji i nie był najeżony efektami specjalnymi, nie nudziłam się choćby przez chwilę. Samo szufladkowanie mogłoby nas zanudzić: film historyczny, dramat obyczajowy, prawdziwa historia, Anglia dwudziestolecia międzywojennego. To jednak tylko pozory.
    Dzieło to mówi o wcale nie różowym życiu angielskiej rodziny królewskiej, odkrywaniu i pokonywaniu własnych ograniczeń, rywalizacji między braćmi i wpływie dzieciństwa na całe nasze życie.
    Główny bohater, późniejszy król Jerzy VI, jąka się i nie jest w stanie wygłaszać publicznych przemówień. Colin Firth, jak zawsze poradził sobie z rolą spokojnego, dobrze wychowanego księcia, który tak naprawdę kryje pod otoczką nieśmiałości wybuchowy temperament i silny charakter. Oglądając film, darzymy księcia sympatią i współczuciem. Jego kochająca żona (tu sprawdzona już w roli królowej Helena Bonham Carter) szuka pomocy u wielu specjalistów aż trafia do Lionela Logue'a (Geoffrey Rush). Z początku „doktor” Logue przeraża i odrzuca księcia Alberta, ale wkrótce pomimo, a może właśnie dzięki kontrowersyjnym metodom, „Bertie” lepiej radzi sobie z mówieniem i zyskuje pierwszego przyjaciela, z którym nie rozstaje się już do końca swych dni.
    Film przyjemny, a w dodatku pouczający. Można powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczona, choć po takiej obsadzie nie można spodziewać się niczego gorszego.  
Ewa Grabek
 
FOOTJOB w SIÓDEMCE PDF Drukuj Email
Footjob! Zapewne wielu czytelników ta nazwa nie przeraża, a wręcz przeciwnie, budzi w nich pozytywne emocje .Dlaczego tak jest? Ponieważ FOOTJOB to nazwa  coraz bardziej popularnego zespołu DISCO !  Pierwszy  ich koncert odbył się na Walentynkowym Konkursie Piosenki o Miłości
 w PG7.  Ich talent, pasja oraz świetne wykonanie utworów wywołały gromkie brawa wśród publiczności ! Widać było, że artystom dopisywały humory, dzięki czemu fanom nie schodziły uśmiechy z twarzy!  Na portalu facebook.com zespół założył swój profil ! Osiągnęli już rekordową liczbę fanów, która wciąż rośnie ! Pojawiły się tam ciekawe wpisy, zarówno od fanów, jak i od samych artystów.  Wypowiedzieli się tam także członkowie innych, równie sławnych, zespołów. „Uu... nie, no, my schodzimy ze sceny. Duża konkurencja !”– w ten sposób lekko zażartował jeden z członków zespołu Handjob.  Hmm.. czy rzeczywiście jest się  czego  bać?! Być może zespół Footjob podbije niedługo całą Polskę, a potem, kto wie, może i świat. Pozwolę zacytować sobie słowa    członka  równie utalentowanego zespołu Handjob: „W gruncie rzeczy sąładniejsze od nas...” Co prawda, to prawda, Patrycja, Gabrysia, Karolina czy Dominika są słynne z nieziemskiej urody, a ich cudownych stylizacji nie powstydziłaby się nawet hollywoodzka gwiazda! Wiele dziewczyn szuka w nich swego ideału, stara się na nich wzorować, lecz przecież nigdy nie dorówna się mistrzyniom!
Grzechem byłoby nie wspomnieć o wielkim oblężeniu szkolnej biblioteki w PG7 dnia 18 lutego, gdzie odbyło się spotkanie artystek z Footjobu z ich wiernymi, cudownymi fanami! Ochrona ledwo dawała sobie radę z przepychającym się tłumem, każdy chciał dostać autograf od tych przepięknych gwiazdeczek ! Jedna z fanek otrzymała autograf na dekolcie. „Nie będę myła się przez tydzień, miesiąc albo nawet rok!”- wykrzykiwała podekscytowana. Udało nam się zatrzymać na chwilę dziewczynę klawiszowca- Ewę Grabek. „ Footjob! To nowość na muzycznych wodach białostockiego morza sztuki, całkowicie świeża, niepodrabialna, wolna od wpływów czy inspiracji. Ci ludzie, ten zespół inspiruje się sam sobą nawzajem, sam w sobie jest dla siebie inspiracją. Nie można ich zaszufladkować, wrzucić do worka "alternatywa", a może "shoegaze"?”;  „Magia !” –taką odpowiedź uzyskaliśmy na krótkie pytanie: „Czym jest Footjob?”. Jak widać, na to zjawisko muzyczne nie ma jednego słowa, o Footjobie można opowiadać godzinami!  Podczas, co prawda krótkiego, lecz jakże ciekawego spotkania z fanami, zostały nagrane instruktaże, w których zaprezentowane są niezwykłe ruchy poszczególnych członków zespołu. Każdy z artystów jest niepowtarzalny, każdy z nich przekazuje na swój sposób pozytywną energię dla publiczności, to da się zauważyć !
Czekamy z niecierpliwością na kolejne koncerty, chcemy, by było ich co raz więcej ! Pragniemy także, by wyszły płyty oraz ciekawe teledyski do poszczególnych piosenek ! Mamy nadzieję, że Footjob w swoim napiętym grafiku znajdzie niejedną chwilę dla swych wiernych fanów i nigdy o nich nie zapomni! To cudowne, że istnieją jeszcze tacy artyści, którzy mają w sobie tyle pozytywnych emocji i chcą się nimi dzielić ! Życzymy szczęścia w karierze muzycznej !

MAGDA IID
 
<< Początek < Poprzednia 1 2 3 4 Następna > Ostatnie >>

Strona 1 z 4
Free template 'Feel Free' by [ Anch ] Gorsk.net Studio. Please, don't remove this hidden copyleft!